Banda ze Świetnego Miasta Częstochowa

Tekst piosenki – Brunon Friedrich Stynberg

Brunon był pierwszym z nich, był tutaj najlepszy, każdy o tym wiedział i nikt nie miał za grosz czelności,
aby przeciwstawić mu się. Był to po prostu człowiek, a w większości chłop, wysoki ze dwie bryzy letnie, szeroki jak rzeka Brda,
ale głupi jak bronowicki kucharz. Brutalnie rzecz nazywając po jej zwykłym imieniu, to był właśnie w skrócie
zupełnie nie do skrócenia i skarcenia Brunon. Po za tym, że w głowie nic Brunon nie miał, jego głowa była dość okazała,
włosy długie czarne, aż do wpół pas nadnercza, brunatna broda i przesadziste brwi, ale uszy i nos czyste, Brunio dbał o siebie.

Brunon miał brunatną brodę i życie nie brudne wiódł. Był najlepszy w tym co robił. Nie bujał się, bo i tak szeroki był.
Bardzo lubił nie brud i swoje Bronowice też. Był OK!

Bruncio, jak matka zwykle na niego wołała, gdy młody i całkiem brudny w dniu bywał, wyrósł na czystego, niebystrego,
brunatnego, bez brutalności, dwudziestoośmioletniego kawalera. Brunonek dbał o nie brudność swoich włosów i brody,
oraz bez nagany na odór swego rosłego ciała, bo przecież podobała mu się pewna brunetka. W pracy robił swoje, brunonił, brunonował oraz bronił się jak mógł, bo był dobry w tym co robił. Pozostając w ciągłym już bardzo długim czasie
pod wpływem owej Brunetki, Brunon postanowił postawić pierwszy dojrzały krok. Owy ten krok okazał się zmienić jego całe życie.

Brunon zmarnował sobie życie u boku brudnej, oszukanej, podstawionej, parszywej, okropnej, w naturze przefarbowanej
na brunatny kolor blondynki i chciwej co nie miara, ale tankowiec ropy nie pomieściłby jej apetytu na szmal, pieniądze, kapustę
i inne warzywa zielone. Brunko kochany chłopak miał ułożone życie i sobie je spaprał przez babę co w sumie też na niego leciała. Miał potem ino stado ryżych nijakich Brunioblądyniątek i został bez kasy. Długo nie wpadł na intrygę żony. Po latach ośmiu
i siedmiu porodach i jednym poronieniu. Napisał żonie, że pierdolnie sobie samobója i że skoczy ze skarpy do morza,
gdzie rekinów było w brud.

W brutalnej rzeczywistości wyjechał do brunatnej Afryki do wyspy Zanzibar zwanej i tam osiadł na resztę życia. Znalazł pracę
i znów był brutalnie nie do pokonania. Miał harem pełen brunatnych brunetek, które kochały jego oliwkowe, inne ciało.
A on nie wiedział co się dzieje, ale wiedział wiele i ciepło mu było w sercu i w mieszkaniu, i Brunon życie po czterdziestce zaczął
od nowa, bo pił dużo, osiem razy dziennie, brunatnego soku z Bronowic.

Hej Dana Dana Kaszuby jebana do Brunona Pana.


Gitara - Łukasz 'Viku' Rawicki

Perkusja - Marcin Szarek

Bass - Em Yanizki

Głos - Pepe VocAlien


Menago - Marcin Krupiński